Co nieco o fajce » Fajowe opowiadania » Kapitan Pykpyk

Kapitan Pykpyk

Maria Terlikowska

 

Kapitan Pykpyk siedzi na beczce,
Palcem ubija tytoń w fajeczce.
Zapalił.
Pyknął.
Pyk-pyk z fajeczki!
No i zaczyna z pierwszej beczki:

- Czy wiecie, skąd ja mam tę fajkę?
Wiec raz zawijam na Jamajkę.
Taka to wyspa.
Niezbyt wielka.
Rum na niej rośnie.
Wprost w butelkach.
Idę spróbować rumu kapkę -
A tu mi zrywa wicher czapkę!
To, proszę państwa był huragan.
Ale nic, myślę, grunt odwaga!
Chwytam się drzewa,
Drzewo - wyrwane!
Więc lecę z drzewem nad oceanem!
Lecę ja, lecę. Czas się dłuży.
Co robić w czasie tej podróży?
Wiec myślę: czasu mam chwileczkę -
I wystrugałem tę fajeczkę.

Tu Pykpyk pyknął znów z fajeczki -
No i zaczyna z drugiej beczki:
- Ta fajka w życiu moim długim.
Wielkie oddała mi przysługi.
Chociażby wtedy, z huraganem.
(Lecę ja, lecę nad oceanem...)
Lecę dzień, tydzień... Awantura!
Patrzę: coś płynie.
Lodowa góra!

No i jak tutaj mnie widzicie
Wylądowałem na jej szczycie.
Jakoś za dużo tego lodu.
I strasznie ziębi mnie od spodu.
Szczęściem nadpływa ryba-piła:
Zaraz cię złowię moja miła!
Trzymając ją za płetwy mokre
Wypiłowałem z lodu okręt.
A teraz komin... Ach, to bajka!
Od czego rozum, no i fajka.
Z cybucha fajki komin czynię.
I zaraz biorę kurs na Gdynię.
A w Gdyni cały port mnie wita:
"Niech żyje Pykpyk, nasz kapitan!".

Tu Pykpyk pyknął znów z fajeczki
No i zaczyna z trzeciej beczki:..

Tu Pykpyk pyknął znów z fajeczki
No i zaczyna z trzeciej beczki
-Nie koniec na tym .W miesiąc potem
Miałem przygodę z morskim kotem.
Co, co? Że nie ma morskich kotów?
Są właśnie! Przysiąc jestem gotów!
Widziałem sam na własne oczy
Jak morski kot na pokład wskoczył.
Co mu się stało? Bo ja wiem?
Pewnie przed morskim zmykał psem....
Ten kot podobny był do foki,
Ale uszaty, kociooki.
Był wyczerpany niesłychanie,
Bo mruknął: "Panie kapitanie,
Jestem dziś zdenerwowany,
Ze proszę dać mi waleriany..."
Co, waleriana? Nie mój kocie.
Niech walerianę piją ciocie.
Zapal fajeczkę, siądź na koi-
Fajka cię zaraz uspokoi...
I od tąd wszystkie koty z bajki
Ogromnie lubią palić fajki.

Tu Pykpyk pyknął znów z fajeczki-
No i zaczyna z czwartej beczki

- Niedługo potem, słowo daję,
Płynąłem z kotem na Hawaje.
To dość daleko, lecz ja trafię,
Choćby dwa razy było dalej...
Aż tu utknęliśmy na rufie-
I nie możemy ruszyć wcale.
Wiecie, na morzach południowych
Pełno jest tych raf koralowych.
W kadłubie statku wielka dziura!
Zaraz toniemy. Awantura!
W porcie się takie dziury spawa-
Ale pod wodą ? Trudna sprawa.
Wszyscy do szalup!
Ja ze statku
Sam zejdę z kotem na ostatku.
A statek tonie coraz głębiej...
Gdzie kot? Przy burcie ! Z fajką w gębie!
Pyknął. Frunęła dymu chmurka....
Hop! I do morza daje nurka!
Krzyknął: "Podłubię przy kadłubie,
Bo spawać statki bardzo lubię!"
I - śpiewająco czy miaucząco
Załatał dziurę na gorąco...
Czym dziurę spawał? Fajką spawał.
A jak- to tylko kocia sprawa.
To Pykpyk pyknął znów z fajeczki-
No i zaczyna z piątej beczki:
-Niedługo potem, daję słowo,
Miałem przygodę z morską krową.
Ciężkie to zwierzę - ale w wodzie
Tysiąc koziołków fika co dzień.
A kiedy fika - gruba, duża -
To, oczywiście, morze wzburza.

I taka duża krowa, kot mi świadkiem,
Fiknęła tuż przed moim statkiem...
Fika i fika jaki najęta -
A tu bałwany na dwa piętra!
Więc myślę sobie: " Ładny kwiatek!
Zaraz mi fiknie cały statek"
Ale od czego rozum w głowie?
Siennik przynieśli mi majtkowie,
Mój stary bosman spieszy z wędką,
Rozpruwa siennik - byle prędko...
Biorę na haczyk wiązkę siana -
I morska krowa już złapana!
Mój kot otoczył ją opieką -
I odtąd pija świeże mleko.

Tu Pykpyk pykną znów z fajeczki -
No i zaczyna z szóstej beczki:
- W Chinach kupiłem fajki nowe,
Bo kot nauczył palić krowę.
Lecz nie narzekam na wydatek,
Bo za to sławny jest mój statek:
Kot, krowa morska - i paląca! -
Tego nie znajdziesz wśród tysiąca,
Ale dorzeczy. Otóż w Chinach
Prawie zginąłem przez rekina.
Jakoś na lewo od Hong-Kongu
Mój statek znalazł się w przeciągu:
Zerwał się wicher niesłychany,
Silny jak cztery huragany.
Już wszystkie maszty połamane,
Bocianie gniazdo wraz z bocianem...
A wokół statku, słowo daję,
Rekiny - wielkie jak tramwaje...
Wtem fala mnie z pokładu zmiata!
No, myślę, po mnie! Koniec świata!
A tu się rekin przytelepał
Długi - jak tramwaj i przyczepa...
Chcesz zjeść Pykpyka?
Zbytni zaszczyt!
I fajkę wsadzam mu do paszczy...
Rekin, gdy poczuł dym gryzący,
Zakaszlał - jasne, niepalący!
A kot mi w porę rzucił linę -
I tak umknąłem przed rekinem.

Tego rekina, daję słowo,
Wziąłem na linkę nylonową.
I zaraz biorę kurs na Gdynię:
Popłyń na smyczy mój rekinie!
Tak to wróciliśmy do Polski:
Ja, morska krowa i kot morski.
Z fajkami w zębach, z miną błogą
Na ląd schodzimy pewną nogą.
Za nami rekin szedł na smyczy...
Nie szedł? A kto się z tą bestią liczy?
Chciał, nie chciał - musiał iść i kwita,
Kiedy mu kazał pan kapitan!
Zresztą ten rekin, daję słowo.
Zatruł się kiszką pasztetową.

I dziś - wśród innych osobliwości
Drabinę mam z rekinich ości.
Trzymam w mieszkaniu tę drabinę,
Ale wystaje mi kominem,
A nawet - lecz, to tajemnica -
Sięga szczeblami do księżyca...
Tu Pykpyk znowu pykną z fajki -
I do widzenia.
Koniec bajki.

 
« powrót | do góry